

| THE PARENTS' STORYTELLING AND BRICK-A-BRAC |

| www.teresaflisiuk.info |
| OMNIA MEA MECUM PORTO |
| IN PERPETUAM REI MEMORIAM |


| PAN SŁOWIK Nocne wizyty w Pogotowiu Ratunkowym były z reguły przedwczesne. Intensywna troska Teresy , wykrywała stany zapalne dzieci przed ich pełną manifestacją. Wynikiem tego, było przekonywanie lekarzy, dopóki dodatkowe badania potwierdzały jej obawy. W najbardziej skrajnym przypadku, "wyżebrane" przez Teresę prześwietlenie, wykryło dalekie i śmiertelnie niebezpieczne postępy, "bezobjawowego" zapalenia płuc u jednomiesięcznego Marcela ! Wracaliśmy z jednej z tych wypraw styczniowej nocy, 1979 roku. Było niezwykle ciepło i bezwietrznie; miasto było bezludne i pogrążone w nocnym śnie. Niosłem Blankę "na barana ". Miała niewiele ponad trzy latka i już była taka jak zawsze.... na zawsze: dyskretna, łagodna, przenikliwa, mądra i słodka. Szliśmy bez pośpiechu, wręcz zwolnionym tempie przez most na Motławie, gdy Blanka przechyliła głowę bezpośrednio do mojego ucha i zadeklamowała, ku naszemu zaskoczeniu, pełny tekst " Spóznionego Słowika" Tuwima, ze śliczną, dziecięco dojrzałą intonacją. Wiersz Tuwima puszczaliśmy dzieciom z jednej z dziecięcych kaset, bez oczekiwania uczenia się przez dzieci tych materiałów na pamięć ! Nigdy nie zapomnieliśmy tej tak wdzięcznej i niespodziewanej niespodzianki genialnej pamięci Blanki i jej tak wczesnego upodobania do poezji. Blanki wszechstronne życiowe genialne talenty, znamianowały ją od najwcześniejszego dzieciństwa, a które nigdy nie umykały naszej uwadze i zawsze były powodem naszej prawdziwej, i zasłużonej przez Blanuś, dumy. Michał Flisiuk |

| BLANKA TERESA FLISIUK przyszła na świat w Niedzielę, 4-ego stycznia, 1976, w Szpitalu Położniczo- Porodowym na ul. Klinicznej w Gdańsku. Jest moim pierwszym dzieckiem i wtedy przez okres ciąży i do urodzin jej brata, Marcela, byłyśmy razem zupełnie same; tylko Blanka i ja , co już nigdy nie miało takiej ekskluzywnej, unikalnej natury, tak dla dziecka, jak i dla mnie - matki. Jednak "pamięć" tego okresu, pierwszego zamieszkania w moim łonie, miała trwałe, specjalne odbicie w naszym życiu, w naszym związku już na zawsze, do znamienia, którego już nie miały "prawa" pozostałe moje dzieci i którego nie znały i nie rozumiały poprzez naturę samą w sobie. Blanka zawsze pisała, podpisywała listy, notatki do mnie: "Your 1st daughter", "Your 1st Born"... Nie będę pisać tutaj i teraz o okolicznościach mojego początku macierzyństwa, ale o niezwykłym noworodku, jakim była Blanka już w tych pierwszych dniach na świecie, a jeszcze podczas pobytu w szpitalu. Były to czasy, w których kobiety zamykane były w szpitalu, jak w instytucjach psychiatrycznych, bez praw obecności nawet dla ojca, gdy ojcowie wyczekiwali pod oknami, pozbawiani pełnej świadomości i instynktu ojcostwa, podczas gdy matki w tak przełomowym życiowym doświadczeniu, pozbawiane były wszelkiej intymności i godności na zbiorowych salach szpitalnych, jak także własnego dziecka, gdy noworodki dowożone były na wózkach "towarowych" tylko na karmienia. Blanka, jedyne moje dziecko, które urodziło się bez żadnych komplikacji ( medycznych), ważąca 3800g, 21 cm "długości", zdrowa i zawsze pózniej najzdrowsza, dowożona i donoszona była też tylko na karmienia. Były to nasze pierwsze "spotkania", które widzę dosłownie jak film, a co wyryte jest szczególnie NIEZWYKŁOŚCIĄ BLANKI. Nie kierowały ją już od urodzenia potrzeby zaspokajania instynktów ( głód, choć była głodna ! ), ale obserwacja otoczenia, gdy długo wodziła wzrokiem po horyzoncie ogromnej sali z bezpresedensową ekspresją inteligencji: z koncentracją wyrażającą tę inteligencję, jak też głębokie, dorosłe myślenie ( w przeciwieństwie do jej pózniejszych zamyśleń i rozmyślań), a czego objawem było zacięcie ust w podkóweczkę i charakterystyczny wyraz spokojnego; rozważnego zaciekawienia i głębokiego spostrzegania i uwagi. Nie piszę tego z punktu widzenia egocentryzmu i dumy matki. Nie czuję się autorem Kreacji . Potwierdza to wielkość Blanki i piszę o tym doświadczeniu, aby właśnie potwierdzić wrodzoną Wielkość Wybranych. Blanka zawsze była i jest taką, jaką przyszła na ten świat, a który od początku ujrzała jako nowe i obce miejsce. Z PAMIĘCIĄ SKĄD PRZYBYŁA. |
| THIS PAGE WILL BE TRANSLATED TO ENGLISH THE MEMORIES ARE PAINFUL... |
| BLANKA TERESA FLISIUK emerged to this world in the hospital on Kliniczna Street in Gdansk on Sunday 4th of January 1976. She is my firstborn child and then through the duration of my pregnancy until the birth of her brother Marcel, we were together all alone, only Blanka and I. Never again the unique and undivided nature of the phase as for a child as for me mother together would return. However “remembrance” of that period, from the time my womb became first tenement of new life, had lasting, special reflection on our lives, in our eternal bond to the extent to which following children had no rights for, which they haven’t known or understood by the nature of things itself. Blanka always wrote to me signing letters and memos “Your first daughter”, “Your firstborn”. I will not write here and now about the circumstances of the beginning of my motherhood, I will write about unusual newborn as Blanka was already in those first days on the planet, still during my postpartum stay in the hospital. In those days women were locked up in hospitals like in mental asylum, fathers were not allowed to be present, they would keep vigils under the windows, robbed of initial comprehension of fatherhood, thus father’s instincts' development, while mothers in such crucial time of their lives, were deprived of any intimacy in huge hospital dorms as well as of contact with their own babies for they were brought to mothers in carts only for feeding. Blanka my only child which was born free of any medical complications, weighted 3800 grams, measured 21 centimeters, she was healthy and ever since the healthiest, she too was carted and brought only for feeding. Those were our first “encounters”, which I see literally as motion pictures imprinted in me by DISTINCTIVENESS OF BLANKA. From the beginning , not pursuing instincts would lead her (even though hungry she was!), but observation of her surroundings, while she stared methodically around the horizons of huge dorm with unprecedented expression of superior intelligence:with attention expressing that intelligence, also mature profound thinking ( as opposed to her later brooding and meditations), the manifestation of which was forming her lips into small down-end open "tiny horseshoe" and characteristic assertion of unhurried, thoughtful curiosity, broad perception and focus. I don’t write from the point of egocentrism or mother’s pride. I don’t usurp the authorship of The Creation. All this confirms only greatness of Blanka and I describe that experience to confirm primary Greatness of the Chosen . Blanka always has been and is as she came to this world, which she from the beginning gazed on as at new and strange place, WITH THE REMEMBRANCE WHERE SHE CAME FROM. |
| AVE BLANUŚ It was dreary day of November 1979. Sparse, large flakes of snow were falling on lifeless leaves soon to become final earth tones. Thawing snow shortly enliven last traces of the color in the masses shoved by the winds against fences, walls and gutters. City birds, proletarian sparrows and sectarian, all in their own circle crows. perched on low unattractive bushes lining perimeter of an empty lot on Wałowa Street in Gdańsk. In a common view sparrows paid with aesthetics for their multitude and perseverance but they were everywhere and with everything, without complaints or melancholy while crows like members of some specific, not fully understood profession, communicated only with each other and the rest of the world was for them only a pile of circumstances. We advanced the street and our closeness caused little cloud of "wróble" to descend on further formation of shrubs, "wrony" , one could actually count them, grudgingly ascended high to the tree. There is neglected area of recognizing characters from the way how people do walk. Blanuś then in the fourth year of her life, walk that drudgery strut that children do, sort of sentenced on their parents, but also in specific way as later, forever a child pacing to the next station en route of unwelcome planet. She stopped in that empty lot and started crying in a way of common kid's tantrum - I want to fly with the birds. Repeated it few times. Cried with tears and went dutifully with us towards the Gothic stipples of the downtown and further on an on. Then fly away she did leaving us behind, little girl seeing beauty in a mouse, a sparrow and a crow. Papa |